Niecodzienna służba - kapelan policji

Idź do spisu treści

Menu główne:

Niecodzienna służba

W życiu i służbie
 

Pod kryptonimem “PERŁA III" przebiegała cala operacja zabezpieczenia wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II w Skoczowie. Czas biegnie bardzo szybko. W roku 2005 mija już dziesięć lat od tej pamiętnej wizyty. Pamiętam szczególnie 1995 rok w swej posłużbie.

Utkwiły mi w pamięci dwie daty. Pierwsza to 24.02.1995 r., kiedy w pobliskiej miejscowości Simoradz koło Skoczowa zaginęła 10-letnia dziewczynka Ania Jałowiczor, której niestety do dzisiaj nie udało się odnaleźć i mimo upływu tylu lat cały czas żyję nadzieją, że uda się kiedyś tę sprawę rozwiązać.

Druga data, to wizyta Papieża w Skoczowie. Początek roku i decyzja ówczesnego komendanta wojewódzkiego policji w Bielsku-Białej - insp. Jana Michny (późniejszego Komendanta Głównego Policji) - o wyznaczeniu mnie na dowódcę całości zabezpieczenia podoperacji Skoczów. Pierwsza myśl, to czy dam radę, czy wszystkiemu podołam? (...) powołałem sztab z młodych wiekiem i stażem policjantów. Określone zostały zadania, każdy wiedział, że praca ta będzie wymagała dużego poświęcenia, szczególnie czasowego, zwłaszcza, że przecież nikt nie zwolnił nas z bieżących obowiązków.

Okres przygotowań, to ciągłe spotkania i robocze odprawy. Myślę, że te kontakty z władzami samorządowymi, stroną kościelną i różnymi osobami, przełamały pewne bariery, nastąpiło zrozumienie i wzajemne zaufanie. (...)

Pamiętam piękne słoneczne popołudnie w początku maja 1995 r. i przybycie Komendanta Głównego Policji - gen. Jerzego Stańczyka. Składałem meldunek, udaliśmy się na Kaplicówkę. Generał kilkoma pytaniami o przebieg mojej służby rozpoczął rozmowę. Wyczuwałem przyjazną atmosferę, nie czułem respektu, pomimo, że to pierwszy kontakt z „szefem wszystkich policjantów”. Weszliśmy na ołtarz, piękny widok na dolię Wisły i Beskidy. Komendant zachwycony był krajobrazem, po „ojcowsku” poklepał mnie po ramieniu i powiedział do mnie synu, nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze, pilnuj naszego Papieża. Te słowa pamiętam do dziś.

Nigdy nie zapomnę tych ostatnich dni oczekiwań na przybycie Jana Pawia II. Założyliśmy sztab w Komisariacie Policji wwszystko zapięte zostało na przyłowiowy „ostatni guzik”. Deszcz lał cały czas, martwiliśmy się, czy Papież da radę przylecieć z Czech helikopterem, czy przyjedzie samochodem. Byliśmy przygotowani na obydwa warianty.

W nocy z 21/22 maja 1995 roku przestało padać. (...) Po kilkudniowych obfitych deszczach wejście na Kaplicówkę kojarzyło mi się z wyjściem na „Golgotę”. Wczesny poranek, zapowiadał się piękny dzień. Zbierałem meldunki dotyczące ilości wiernych udających się na Kaplicówkę (było ich coraz więcej), wszystko przebiegało bez zakłóceń. Zgłosili się do mnie księża, bym pomógł im wywieźć na ołtarz figurę Matki Boskiej Hałcnowskiej. Wpadli na ten pomysł w ostatniej chwili... Szybka decyzja, załatwiłem to osoście za zgodą Biura Ochrony Rządu. W podziękowaniu usłyszałem „Bóg zapłać".

Przyjechał Prezydent RP - Lech Wałęsa i inne ważne osoby, oczekiwaliśmy tylko na lądowanie Ojca Świętego. Otrzymałem meldunek, że Papież wylądował w Skoczowie. Niestety nie mogłem uczestniczyć w Mszy św. na Kaplicówce, miałem podgląd z transmisji telewizyjnej. Pomimo nieprzespanych nocy, nikt z nas nie odczuwał zmęczenia. Po zakończeniu uroczystości na Kaplicówce Ojciec Święty udał się do Bielska-Białej i do Żywca.

Mieliśmy satysfakcję z dobrze wykonanego zadania. Tego samego dnia wieczorem w Bielsku-Białej osobiście dziękował nam za zabezpieczenie wiceminister spraw weętrznych i administracji oraz gen. Jerzy Stańczyk. (...)

Wizyta Jana Pawła II w Skoczowie pozostanie na zawsze w mojej pamięci i niewątpliwie miała pozytywny wpływ na moją karierę zawodową.

Jeszcze tylko jedna refleksja. Wracam pamięcią do października 1978 roku. Byłem w Szkole Podoficerskiej MO w Katowicach z siedzibą w Łośniu k. Dąbrowy Górniczej. Wieczorem obowiązkowy „Dziennik Telewizyjny” o godz. 19.30. Prowadzący redaktor informował o wyborze Polaka kardynała Karola Wojtyły na Urząd Papieski.

Siedzący obok mnie uczestnik szkolenia ówczesnej Służby Bezpieczeństwa, po usłyszeniu tych słów, powiedział do siebie głośno: Trzeba iść na emeryturę, bo ten system się rozleci - i wyszedł.

Ja, jako młody funkcjonariusz, nie rozumiałem o co mu chodziło. Dziś, po tylu latach, zrozumiałem sens tych słów. Szczerze mówiąc cieszę się, że się spełniły.

Mirosław Wija

Z albumu: Bądźcie ludźmi sumienia, w X. rocznicę wizyty Jana Pawła II w Skoczowie.

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego